Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MEN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MEN. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2017

...o oświacie: "JakośToBędzie"


Warstwa tylko prawna w oświacie jest następująca: [1] Ustawa Prawo oświatowe, [2] Ustawa wprowadzająca ustawę – Prawo oświatowe, [3] Ustawa o systemie oświaty, [4] Ustawa Karta Nauczyciela, [5] Ustawa o systemie informacji oświatowej, kilkadziesiąt (tak, w tym określeniu nie ma pomyłki) ustaw zmieniających [3], [4], [5], w tym mnóstwo ustaw zmieniających, które zmieniały także ustawy zmieniające (także w zakresie przepisów dostosowujących); niepoliczalna już chyba liczba rozporządzeń z zakresu prawa oświatowego oraz rozporządzeń zmieniających rozporządzenia; już za chwilę niekończąca się seria ustaw zmieniających [1] i [2] (ze względu na rażącą ich blankietowość – czyli „wpisaną zapowiedź i konieczność już za chwilę kolejnych dostosowań i zmian”) i kolejnych nowych rozporządzeń (to ostatnie już się zaczęło i to nawet jeszcze przed opublikowaniem [1] i [2]…; w samych ustawach [1], [2], [3] jest niemal 1000 artykułów na kilkuset stronach (każdy może to wszystko sprawdzić choćby poprzez ISAP (polecam także ostatnie opracowania IAR: Ujednolicone najnowsze przepisy o dotowaniu oświaty od 2017 roku oraz Przepisy o zwalnianiu nauczycieli z pracy w ramach reformy oświaty)

Poczuwam się do bycia specjalistą w kilku zakresach w szczególności prawa oświatowego; moje prace i osiągnięcia zostały docenione w wielu miejscach przez wielu ludzi; zarabianie pieniędzy w ramach tych kilku tylko zakresów jest od kilku lat znaczącą częścią moich dochodów; poznałem wielu ludzi, którzy również zarabiają na wybranych zakresach prawa oświatowego… - i co? Normalnie funkcjonujący człowiek – twierdzę to ze skrajnym i z wielu źródeł potwierdzonym przekonaniem – nie jest w stanie ogarnąć rozległości prawa oświatowego nawet choćby w zakresie [1], [2], [3]. I co? (To się chyba cieszyć powinienem, że "pole" do zarabiania pieniędzy mi się zdecydowanie poszerza...)

To nie będzie tak, jak pani minister Anna Zalewska i jej ekipa opowiada (najnowsze „ciekawe” opowieści: Rozmowa Marcina Zaborskiego, Anna Zalewska gościem Popołudniowej rozmowy w RMF FM). Będzie wedle tradycyjnej zasady „JakośToBędzie”. Czyli coś będzie! Załóżmy, że pani minister ogarnia i pojmuje warstwę prawną w oświacie (karkołomne jest to założenie przy braku elementarnego przygotowania pani minister do pojmowania prawa) – załóżmy jednak, że ogarnia (ma przecież ludzi od pojmowania i ogarniania). Ale to pani minister tłumaczy mi „jak będzie?”, czyli tłumaczy to komuś, kto sądząc o sobie, że jest przygotowany do rzeczy danej pojmowania – nie pojmuje, co pani minister tłumaczy, w znaczeniu: to, co słyszę, nie jest racjonalne i spójne w szczególności z od [1] do [5]. Twierdzę, że słyszę bełkot. Co słyszy zwykły obywatel? Cokolwiek by uznał, że słyszy – pani minister zawsze będzie mogła kiedyś powiedzieć, że właśnie o to „jak wyszło”, to jej chodziło wtedy, gdy mówiła „jak będzie”, bo to przecież było przemyślane, zaplanowane, odpowiedzialne i zapisane w nowym prawie oświatowym, o którym – przypominam – nawet Rządowe (czyli należące do „tego” rządu) Centrum Legislacji oceniło wymownie, że owo nowe prawo oświatowe, to „blankiet” (swoisty rodzaj „pustej” karty, niby zapisanej, ale zasadą „JakośToBędzie”, która pokaże dopiero kiedyś poprzez kolejne zmiany tych zapisów, co w nich niby było).

Czytałem ostatnio o barbarzyńskich najazdach Hunów i Mongołów na Europę. Dominowało w tych tekstach takie słowo: „horda”. Poprzednie ekipy będą z całą pewnością smażyć się w „prawnym piekle” za zepsucie prawa oświatowego. Nie wiem, co jest przygotowane dla „barbarzyńskiej hordy”, która właśnie maszeruje przez i tak już dostatecznie zrujnowane partactwem i dyletanctwem obszary… Jako społeczeństwo (i to każda ze stron – przeciwnicy jak i zwolennicy nowej władzy – na swój żałosny dla swego losu sposób) właśnie wykazujemy się przedziwnym brakiem poczucia odpowiedzialności.

A pani minister – w świecie zwierząt byłaby typowym przedstawicielem grupy padlinożerców; a nasze upadłe: nadzieja, odpowiedzialność, troska,… - to padlina. Ktoś, gdzieś Władny Wielce musiał chyba wyrzec straszne dla nas zaklęcie…


niedziela, 15 stycznia 2017

Jako społeczeństwo aprobujące „dobrą zmianę” w oświacie – kompromitujemy się kompletnie


Uważam, że jako społeczeństwo aprobujące „dobrą zmianę” w oświacie w szczególności – kompromitujemy się kompletnie. Dostrzegam – twierdzę, że każdy, kto to czyta – także dostrzega paraliżujący to nasze społeczeństwo zanik słuchania i czytania Autorytetów. Autorytetami (w tym miejscu tego tekstu duża litera „A” jest tylko konsekwencją początku zdania) stają się ludzie nawiedzeni lub działający na bardziej wyczuwalnie, niż dające się konkretnie i wprost zdefiniować, „zamówienie” (nie wiem jakim innym słowem rzecz daje się określić) Kościoła, partii politycznych bądź rozmaitych organizacji odległych od pojmowania opartego o racjonalne i empiryczne przesłanki.



Dla mnie najbardziej wstrząsającym (w znaczeniu wybudzenia z jakiegoś lepkiego letargu pojmowania) wydarzeniem minionego roku było wystąpienie kilka tygodni temu mego Autorytetu jeszcze z czasów studiów. Prof. Iwo Białynicki-Birula, fizyk, wystąpił z okazji wręczenia prezydenckich odznaczeń prof. Rogerowi Penrose’owi i prof. Andrzejowi Trautmanowi z apelem do obecnego na uroczystości wicepremiera Jarosława Gowina o zwrócenie uwagi na niepokojące zjawiska pojawiające się w przestrzeni publicznej. Chodziło mu o lekceważenie praw aerodynamiki przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej i zastępowanie ich doświadczeniami ze zgniataniem puszek po coli, a także o negowanie teorii ewolucji i lansowanie kreacjonizmu.

I nie chodzi w tym o to, że na przykład ja wiem, co się kryje za słowami „prawa aerodynamiki”, a pan Gowin pewnie nie wie – chodzi o to, że zdecydowana większość tego nie wie, ale ta zdecydowana większość powierzyła temu panu bycie odpowiedzialnym za to, aby w przestrzeni publicznej nie lekceważono tego, co jest zwykłą prawdą obiektywną. Pojmowanie świata nie musi i nie może polegać na tym, że wszyscy powinni znać prawa aerodynami i rozumieć teorię ewolucji. Zero jednak bezwzględne w czynieniu oceny i kompletny brak szacunku należy się tym, którzy w ramach powierzonej im władzy, z powagą na twarzach, lekceważenie, nieuctwo, partactwo i dyletanctwo wznoszą do poziomu, do jakiego nigdy wcześniej jeszcze nie były wznoszone i nie tylko nie zdają sobie z tego sprawy – zaczynają (jak na załączonym obrazku) wręcz tym się szczycić.

Kiedy użyję słowa „niepokojące”, to tylko dlatego, że chcę ukryć przed samym sobą sztorm paskudnych określeń, które same przychodzą do głowy. Paskudne określenia wzmacniają jednak tylko to, co złe – niepokojące są firmowane przez minister Annę Zalewską zmiany podstaw programowych dla szkół podstawowych. Pan Piotr Cieśliński i Łukasz Turski, obaj fizycy, po zapoznaniu się z nową podstawą programową przedmiotu fizyka, zwrócili uwagę (tu znowu bardzo łagodnie dobranie określenia – nie godzi się napisać, co przychodzi do głowy zamiast „zwrócili uwagę”) na brak jakiejkolwiek wzmianki o Wielkim Wybuchu i ewolucji Wszechświata oraz brak powiązania fizyki z biologią czy chemią. Nazwisko Einsteina w ogóle się w nowej podstawie nie pojawia. Uznali („łagodnie”), że to program nauczania rodem z XIX wieku.

No i co? No i można takim tam panom – Piotrowi Cieślińskiemu i Łukaszowi Turskiemu – nie wierzyć; bo w końcu kim są owi panowie i czy w ogóle ktoś o nich coś tam kiedyś słyszał (zwłaszcza w TV publicznej)? No można nie wierzyć – ale przecież powszechnie znana pani Anna Zalewska (dla której wizerunek wydaje się być najważniejszy – patrz strona internetowa MEN’u) mówi „jakby” (to główny zwrot myślowy pana Podsekretarza Stanu w MEN – pan Maciej Kopeć mocno nadużywa tego słowa, zwłaszcza kiedy nie jest pewien tego, co mówi, a został głównym koordynatorem reformy) – mówi „jakby” inaczej. To komu ja, zwykły obywatel, mam ufać? No można samemu przeczytać wskazane wyżej podstawy programowe. Mnie na to stać – i co z tego? Ano tyle tylko, że ja już od dawna wiem kim są panowie Cieśliński i Turski (ba, nawet wiem, że nie stanowi dla nich żadnego problemu to, że pominąłem przed chwilą ich imiona i tytuły naukowe łącznie ze słowem „pan”…) i wiem, że napisali w łagodnym tonie Prawdę. I wiem, że Pani Anna Zalewska (Minister Edukacji Narodowej mego kraju) albo kłamie, albo mija się z prawdą, albo nie wie, albo – jako mądra osoba – wszystko bardzo dobrze wie, czyli jako jednocześnie przedstawicielka „Głupiej władzy, informuje wówczas Głupie społeczeństwo o swych Głupich zamiarach, mając Nas za niedorozwiniętych”. To dość intrygujące, że lepiej świadczyć będzie o Pani Minister to, że okaże się Głupią, niż to, że mogło by się okazać, że jest Mądrą.

Z innych źródeł dowiaduję się (na podobnej zasadzie, jak wyżej), że „nic to” (jak mawiał Pan Wołodyjowski), że uczeń nie będzie rozumiał, jak działają geny, jak funkcjonuje ludzki mózg, czy jak przebiega ewolucja. Możliwe, że wątpliwości będą rozstrzygane na lekcjach religii? Mam nadzieję, że nie – mam nadzieję, że na przykład katechetka nie będzie miała woli i chęci czynienia takich rozstrzygnięć. 

Dalej, natrafiłem na opinię Rady Języka Polskiego na temat podstawy programowej nauczania polskiego w klasach od szóstej do ósmej. Lepiej rzecz zwyczajnie tu zacytować: „Oceniany dokument nie spełnia wymagań podstawy programowej, mającej określać wspólne kierunki działania wszystkich nauczycieli i uczniów, ale też dającej wybór uczestnikom procesu edukacyjnego. Mamy tu bowiem do czynienia z rodzajem narzucanego z góry programu nauczania, przyporządkowującego wybrane arbitralnie treści do poszczególnych klas, bez uwzględnienia różnorodności potrzeb i możliwości uczniów.” Rozumiem te zdania, choć w przeciwieństwie do podstaw programowych z fizyki, matematyki czy informatyki, nie byłbym w stanie dokonać samodzielnie takiej oceny. Po drugiej stronie płynie przekaz z MEN – wydaje się być „jakby” bełkotliwy, nie dotyka konkretów, ale słychać wyraźnie „dobra zmiana”. W normalnych warunkach ufać mi wypada Pani Minister – o nie! – to dalej byłaby nienormalność. W normalnych warunkach Autorytetem jest (i dla Pani Minister i dla mnie) Rada Języka Polskiego, która podpowiada Pani Minister „jak ma być, co jest złe, co jest dobre”, a Pani Minister zarządza „Dobrą Zmianę”. A może to tylko działanie „złej” Rady Języka Polskiego przeciw „dobrej zmianie” (czyli przeciw Polsce, przeciw Narodowi, przeciw…). No, durnym chyba trzeba być, żeby zaufać takim tezom. A to może Pani Minister działa przeciw Polsce,… No, durnym chyba trzeba być, żeby zaufać takim tezom. No na tym właśnie polega owo dyletanctwo i partactwo, brak odpowiedzialności i lekceważenie Autorytetów…

W programie historii do klasy czwartej jest wiele nazwisk, także nowych nazwisk, których wcześniej nie było, ale nazwisko Lecha Wałęsy się nie pojawia. Chyba nawet nie ma po co tu cytować komentarze spod pióra Wielkich Nazwisk. „ŻetŻet” – żenujące i żałosne…

Jan Paweł II, a później Franciszek uznali, że teoria ewolucji nie jest sprzeczna z religią chrześcijańską. Nawet to nie przekonuje niektórych Polaków. To już upadek Autorytetów wszelkich. A władza nie tylko na to nie reaguje, wręcz swym postępowaniem wzmacnia takie trendy.

Norman Borlaug, laureat Pokojowej Nagrody Nobla (no ale kto to jest i co z tego, że laureat nagrody Nobla – no niby czego ma to dowodzić…?) za dokonanie zielonej rewolucji w Indiach, największy Autorytet naukowy w dziedzinie hodowli roślin, uznał, że GMO jest jedyną szansą na wykarmienie zwiększającej się liczby ludności na świecie. A w Moim Kraju będzie się nauczać, że GMO jest synonimem zła i wynalazkiem Frankensteina… A Jeffrey Smith (a to, kto to jest? – a to jest nauczyciel tańca z Ohio i nie otrzymał za tą działalność żadnej nagrody) – opublikował książkę „Nasiona kłamstwa”; ta książka została przetłumaczona na polski (przeczytałem tylko fragmenty dostępne w Internecie) – w trakcie debaty „Polska wolna od GMO”, która odbyła się w Sejmie w 2001 roku (tu co do roku mogę się mylić, ale debata w Sejmie była), któś (na słowo „ktoś”, to trzeba sobie zapracować; zapracować także można na słowo „któś”) tą książką w trakcie debaty wymachiwał jak sztandarem – obecny Minister Środowiska Pan Jan Szyszko (dla mnie pieszczotliwy leśny szkodnik taki… - postaram się z takiego myślenia wyzwolić, obiecuję poprawę…)… PiS i PSL głoszą hasło: „Polska wolna od GMO” – całe szczęście nikt nie traktuje tego poważnie. Musielibyśmy chyba wszyscy chodzić nago – na świecie całym nie ma już źdźbła nawet bawełny, która nie byłaby genetycznie zmodyfikowana. Tak łatwo i powszechnie jest o tym przeczytać… - a co na to nowe polskie programy nauczania? Zagdaka dla dociekliwych jest to.

I jeszcze na dokładkę dodam dwie zapamiętane rzeczy z TVP – tak oglądam dla równowagi emocjonalnej, duchowej i intelektualnej także TVP Info (fajne jest…). 

Widziałem w onej onegdaj materiał pt. „Rosyjski generał dokonał zamachu w Smoleńsku na zlecenie polskiego polityka?”. To było tylko pytanie, pozostawione bez odpowiedzi. Ja wiem, że poglądy i pasje buduje się pytaniami, a wiedzę – odpowiedziami. Kto to jeszcze wie?

W czasie uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Ludźmierzu kard. Stanisław Dziwisz stwierdził: „Kościół pomimo ostrej krytyki ciągle będzie mówił >>nie<< dla In vitro i innych ustaw godzących w prawo Boskie i prawo naturalne […]”. Nie znam się na tym. Tu nie mam wiedzy, tu mam pogląd. I mój pogląd wydaje mi się być zbieżnym z wypowiedzią Kardynała. Ale na paru rzeczach się znam – o czym napisałem wyżej. I widzę bardziej niż wyraźnie, że projekt „dobrej zmiany” zwłaszcza poprzez zmianę porządku oświatowego staje w rażącej sprzeczności z prawdą obiektywną. A to nadkrusza znacząco moje poglądy w sprawach, na których się nie znam. Skoro można z wyżyn władzy podważać wszelkie autorytety, to tym bardziej przestaje być autorytetem Kardynał…

Po pierwsze to wiem, że przedstawiciele Kościoła zawsze pojmowali te kwestie – teraz swym plątaniem się u nóg władzy stracą swój dawny pomnikowy wręcz Autorytet – na zawsze… Szkoda.

Po drugie to wiem, że lekceważenie wszelkich Autorytetów przez władze (zwłaszcza w wykonaniu Pani Zalewskiej) kończy się zlekceważeniem Autorytetu Władzy – to jednak nie na zawsze… Tu do następnych wyborów – i tego nie jest mi szkoda.

W tym tekście w wyrażaniu swego zdania i źródłem dociekań niektórych spostrzeżeń i faktów był dla mnie Autorytetem Pan Piotr Węgleński, biolog i genetyk, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego.




sobota, 14 stycznia 2017

Art. 30a - potrzebny i pożyteczny, czy nie...?



Nieudolna próba uchylenia art. 30a w ustawie Karta Nauczyciela przez MEN (poprzez naruszenie zasad procesu legislacyjnego) była histerycznym i doraźnym działaniem, którego celem było pozbycie się narzędzia, które już w dokonywaniu analizy wydatków na wynagrodzenia nauczycieli za rok 2016 zaczyna pośrednio ujawniać (i to tylko w zakresie systemu wynagradzania nauczycieli), jak bardzo dla JST będzie kosztowną zmiana porządku oświatowego.

Formułowano przez minione lata różne zarzuty wobec istnienia i funkcjonowania obowiązków wynikających z art. 30a. Zostały one jednak w swej zdecydowanej większości podważone, zdyskredytowane; głównie poprzez wyrok Trybunału Konstytucyjnego (K 13/10 z 16 lipca 2013 roku – wiele istotnych treści z tego wyroku wykorzystano w tym opracowaniu) i nie będą mogły być używane ponownie jako argumenty w jakichś racjonalnych dyskusjach i działaniach, których pożądanym efektem będzie w szczególności jakaś forma ograniczenia trudności realizacji obowiązków wynikających z art. 30a. Usunięcie art. 30a może być jedynie konsekwencją całkowitej zmiany systemu finansowania wynagradzania nauczycieli. Wypracowanie takiego nowego systemu nie jest możliwe w ramach ustanowionego nowego porządku oświatowego. W ustawie Prawo oświatowe oraz w ustawie wprowadzającej ustawę Prawo oświatowe brak jest wystarczająco silnych przesłanek do inicjowania i ustanowienia nowego systemu wynagradzania nauczycieli. Wszelkie działania w tym kierunku będą służyły tylko i wyłącznie realizacji doraźnych celów politycznych stron biorących udział w działaniach zapowiadanych. Pozostawienie dotychczasowego systemu wynagradzania w nowym porządku oświatowym będzie wewnętrznie ten porządek rozsadzać. Paradoksalnie art. 30a z jego silnymi i już ugruntowanymi mechanizmami analitycznymi (także w aspekcie czynności kontrolnych ze strony RIO) może stać się istotnym źródłem formułowania zalążków przyszłego nowego systemu finansowania wynagradzania nauczycieli i to tym bardziej istotnym źródłem, im bardziej będzie karlał doznający kolejnych porażek „nowy” system informacji oświatowej, który miał służyć uzyskiwaniu danych niezbędnych do: prowadzenia polityki oświatowej państwa, w tym wspomagania zarządzania oświatą; efektywnego funkcjonowania systemu finansowania zadań oświatowych; analizy efektywności wykorzystania środków publicznych przeznaczonych na finansowanie zadań oświatowych; nadzorowania i koordynowania wykonywania nadzoru pedagogicznego oraz podnoszenia jakości edukacji – wszystkie te cele są w zasadzie wypełniane poprzez użytkowanie „starego SIO” ze znaczącym wspomaganiem analizą wydatków na wynagrodzenia nauczycieli. Nowy porządek oświatowy – można przewidywać – ostatecznie chyba „ukatrupi” „nowy SIO”.

"Zasada sprawiedliwości społecznej wymaga, aby wynagrodzenia nauczycieli były zróżnicowane w zależności od kwalifikacji, wymiaru zajęć, jakości pracy, tymczasem art. 30a ust. 3 karty nie uwzględnia żadnych kryteriów, niesprawiedliwie zrównując ze sobą pracę wszystkich nauczycieli" – był to i ciągle pozostaje często podnoszony zarzut. Jakość tego zarzutu odnajduje się już tylko w warstwie medialnej. Medialnie ciągle pozostaje nośny. Jest całkowicie fałszywy. Fałszywość tego zarzutu daje się jednak wykazać tylko poprzez argumentację cechującą się wymagającym stopniem percepcji prawnej i algebraicznej, zatem dla używających tego zarzutu chyba raczej argumentacją – domniemywać należy – niedostępną lub świadomie manipulowaną.

Wskazywano zarzut naruszenia art. 167 ust. 1 i 4 Konstytucji. Dowodzi się jednak, że kwestionowana regulacja nie wprowadziła w istocie zmian w zakresie zadań i kompetencji jednostek samorządu terytorialnego (JST) odnoszących się do oświaty. Wynagrodzenia nauczycieli są określone Kartą Nauczyciela (KN), a środki na wypłatę im średniego wynagrodzenia gwarantowane są ustawą z dnia 13 listopada 2003 r. o dochodach jednostek samorządu terytorialnego (Dz. U. z 2010 r. Nr 80, poz. 526, ze zm.). Zapewnienie nauczycielom określonych w KN wynagrodzeń nie jest kolejnym nowym zadaniem, lecz stanowi obowiązek JST od dawna. Niewywiązywanie się z niego przez niektóre samorządy spowodowało interwencję ustawodawcy.

Podnoszono także zarzut naruszenia zasady adekwatności. MEN uznał (MEN pod minionym władztwem), że podnoszący ten zarzut błędnie utożsamili przewidziany w art. 30a ust. 3 KN obowiązek wypłaty jednorazowego dodatku uzupełniającego z nałożeniem nowego zadania, wymagającego zapewnienia na to środków finansowych. Obowiązek wypłacania przez JST wynagrodzeń nauczycielskich na średnim poziomie, określonym w art. 30 ust. 3 KN, był bowiem aktualny i w poprzednim stanie prawnym – przed pojawieniem się art. 30a. Wprowadzenie art. 30a ust. 3 KN podyktowane było koniecznością zapewnienia ustawowych gwarancji płacowych dla nauczycieli, ponieważ gwarancje na poziomie regulaminów ustalanych przez JST okazały się niewystarczające. Uchwalenie art. 30a ust. 3 KN było zatem reakcją władzy publicznej na nieprawidłowości w realizacji przez jednostki JST obowiązku ustalania wynagrodzeń nauczycielskich na poziomie gwarantowanym przez przepisy płacowe.

Ostatnia niekonstytucyjna i przez żenująca (bo z pominięciem ważnego etapu legislacyjnego; bo dokonywana na poziomie decyzyjnym MEN) próba uchylenia art. 30a przez MEN pod nowym władztwem dowodzi jedynie tego, że zmiany porządku oświatowego mają charakter polityczny i nie będą służyć podnoszeniu jakości edukacji tak, jak nie służy temu flagowy projekt „nowy SIO”, który paradoksalnie poprzez nowy porządek będzie tylko szybciej „zatapiany” (wewnętrzne sprzeczności mają tu wymiar niezwykły jak na skalę i rozmach zmian).

MEN (pod władztwem minionym) zwrócił uwagę, że kwestia jednorazowego dodatku uzupełniającego służyła jako swoisty pretekst do krytyki systemu finansowania zadań oświatowych w ogólności. Ówcześni krytycy stali się obecnymi obrońcami jednorazowego dodatku uzupełniającego; krytykiem natomiast został MEN (pod nowym władztwem) – podczas kiedy art. 30a nie uległ przez minione lata żadnym zmianom, tak jak i nie zmienił się system finansowania wynagrodzeń. Co ponownie dowodzi jedynie tego, że rzecz będzie argumentem w przetargach politycznych, ale dominować będą hasła: „dla dobra nauczycieli”, „dla dobra polskiej oświaty”,… będą to tylko puste farmazony czynione przez ludzi miernie pojmujących swoją nieodpowiedzialność właśnie z powodu niskiej zdolności pojmowania przedstawianych tu kwestii.

W myśl art. 30 ust. 6 KN, JST, uwzględniając przewidzianą strukturę zatrudnienia, określa dla nauczycieli poszczególnych stopni awansu, w drodze regulaminu: 1) wysokość stawek poszczególnych dodatków oraz szczegółowe warunki ich przyznawania; 2) szczegółowe warunki obliczania i wypłacania wynagrodzenia zasadniczego za godziny ponadwymiarowe oraz za godziny doraźnych zastępstw; 3) wysokość i warunki wypłacania pozostałych składników wynagrodzenia, jeśli nie zostały one określone w ustawie lub w odrębnych przepisach.

Swoboda JST została jednak przez ustawodawcę ograniczona, ponieważ każda z JST musi tak ukształtować treść regulaminów płac, aby średnie wynagrodzenia nauczycieli faktyczne, na obszarze jej działania odpowiadały co najmniej średnim wynagrodzeniom nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego, o których mowa w art. 30 ust. 3 KN.

Analiza przepisów KN prowadzi do wniosku, że ustawodawca wprowadził złożoną, wielostopniową regulację zasad wynagradzania nauczycieli i przez to w konsekwencji trudną, zawiłą i skomplikowaną („chorobliwą”) w praktyce – czyli mechanizm weryfikujący (art. 30a) musi być także złożony. Propozycja usunięcia mechanizmu weryfikującego jest propozycją usuwania objawów „choroby”, a usunąć przecież należy przyczyny „choroby”. Podstawowe zasady wyrażone są bezpośrednio w samej ustawie. Wiele kwestii szczegółowych zostało przekazanych do unormowania w drodze rozporządzenia Ministra Edukacji, natomiast część istotnych zagadnień ustawodawca pozostawił do uregulowania - w regulaminach - JST. Należy przy tym zauważyć, że zakres regulacji ustawowej - a tym samym swobody regulacyjnej pozostawionej ministrowi i organom samorządu terytorialnego - jest różny w odniesieniu do poszczególnych składników wynagrodzenia.

Można stwierdzić, że wysokość wynagrodzenia nauczyciela zależy od wielu czynników - nie tylko od posiadanego stopnia awansu, ale też od okresu zatrudnienia, wymiaru zajęć, jakości świadczonej pracy i wykonywania dodatkowych zadań lub zajęć, powierzonego stanowiska lub sprawowanej funkcji oraz wykonywania pracy w trudnych lub uciążliwych warunkach. Na wysokość wielu składowych nauczycielskiego wynagrodzenia, mogących łącznie stanowić znaczącą część całkowitego wynagrodzenia danego nauczyciela, bezpośredni wpływ mają jednostki JST prowadzące szkoły. Może się zatem zdarzyć, że osoby o dokładnie takim samym „profilu zawodowym” (wykształcenie, stopień awansu, staż pracy itd.), zatrudnione w szkołach mieszczących się na terenie różnych jednostek, będą otrzymywały różne wynagrodzenie. Ustawodawca zagwarantował jednak „swoiste uśrednienie” (to nie jest termin prawny, lecz medialny, czyli poprzez częstsze używanie bardziej komunikatywny), wymagając, aby średnie wynagrodzenie nauczycieli zatrudnionych na terenie funkcjonowania danej JST na kolejnych stopniach awansu odpowiadało przeciętnym (średnim) wynagrodzeniom określonym w ustawie. Przepisy stanowią o „średnich” wynagrodzeniach, co oznacza, że w ramach jednej JST z dwóch nauczycieli posiadających ten sam stopień awansu jeden może otrzymywać wynagrodzenie niższe od średniego, drugi zaś wyższe, jednak średnie wynagrodzenie na danym stopniu awansu nie powinno być niższe od średniego wynagrodzenia określonego w KN.

W bezpośrednim związku z treścią art. 30 ust. 3 oraz art. 30 ust. 6 KN pozostaje kwestionowany art. 30a. Przepis ten wprowadził mechanizm corocznej analizy wydatków poniesionych w danym roku kalendarzowym przez JST na wynagrodzenia nauczycieli. W praktyce umożliwia on dokonanie weryfikacji, czy fundusz wynagrodzeń nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego (a nie płaca poszczególnego nauczyciela) w szkołach prowadzanych w danej JST został ustalony co najmniej na poziomie wymaganym przez ustawę (w art. 30 ust. 3 KN).

Argumentacja przeciwników art. 30a (obecnie głównie pośrednio i nieodpowiedzialnie wspierana przez MEN poprzez próbę wprowadzenia pierwotnego stanu prawnego – sprzed art. 30a) opierała się na fałszywym założeniu, że w stanie prawnym obowiązującym przed wejściem w życie art. 30a JST nie miały obowiązku zapewnienia nauczycielom zatrudnionym w prowadzanych przez nie placówkach oświatowych średniego wynagrodzenia, określonego w karcie. Tymczasem powszechny system jednolitych gwarancji płacowych dla nauczycieli został wprowadzony już w roku 2002. Ustawodawca, wyposażając JST w prawo „swobodnego” kształtowania płac nauczycieli, ograniczył tę swobodę swoistym standardem płacowym, determinującym jednolitą w skali kraju, ustawowo gwarantowaną, płacę średnią. Obowiązek stosowania przepisów KN, w celu zapewnienia nauczycielom osiągnięcia co najmniej średniego wynagrodzenia, znajdował (i znajduje nadal) wyraźne źródło w art. 30 ust. 3 KN. Dodanie przez ustawodawcę kwestionowanego (dziś przez MEN, a wcześniej przez MEN bronionego) przepisu niczego w tym zakresie nie zmieniło i nie spowodowało nowych, innych warunków kształtowania i gwarantowania płac średnich niż dotychczas obowiązujące. MEN pod obecnym władztwem zdaje się nie dostrzegać zasadniczego powodu wprowadzenia instytucji jednorazowego dodatku uzupełniającego, którym było przymuszenie do przestrzegania obowiązujących od dawna przepisów tych JST, które się od tego uchylały. Zatem ruch MEN w kierunku uchylenia art. 30a to czystej natury zabieg polityczny podszyty całkowicie fałszywą argumentacją nacechowaną durnie i nieodpowiedzialnie mową z licznymi podnoszeniami „jakiegoś dobra”. Rationem legis tego rozwiązania prawnego stanowiło zobligowanie JST do pełnej realizacji zadań oświatowych, w tym do wypłaty wynagrodzeń nauczycieli na poziomie nie niższym niż ustawowo zagwarantowany na poszczególnych stopniach awansu zawodowego.

W ówczesnym stanie prawnym (czas przed wprowadzeniem art. 30a) - uchylaniu się przez JST od obowiązku ustalania wysokości zależnych od nich składników wynagrodzenia (dodatków) na poziomie gwarantującym osiągnięcie wynagrodzeń w wysokości wynikającej z KN miało zapobiegać coroczne ustalanie przez JST regulaminów wynagrodzeń, co jednak nie przyniosło spodziewanych efektów. Coroczna zmiana regulaminów płacowych uruchamiała wprawdzie proces nadzoru sprawowanego przez wojewodę, ale nie przynosiło to poprawy w zakresie spełniania wymogu wynagradzania nauczycieli na poziomie wynikającym z KN. Potwierdzają to wyniki kontroli przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli.

Ustawodawca zniósł zatem obowiązek corocznego ustalania regulaminów wynagrodzeń, wprowadził natomiast obowiązek corocznej analizy wydatków ponoszonych przez JST na wynagrodzenia nauczycieli oraz wypłaty jednorazowego dodatku uzupełniającego w razie ziszczenia się przesłanek określonych w art. 30a KN. Przepis nakłada na organy wykonawcze JST obowiązek informowania o wysokości faktycznie ponoszonych wydatków na wynagrodzenia odpowiednio rad gmin, powiatów, sejmików województw, dyrektorów prowadzonych szkół i placówek oraz związków zawodowych zrzeszających nauczycieli. Ma to na celu zapewnić przejrzystość, czytelność i powszechność w zakresie sposobu realizacji przez dany samorząd głównego zadania własnego, jakim jest edukacja.

Dążenie do uchylenia art. 30a („będziemy dążyć do likwidacji obowiązku rozliczenia średniego wynagrodzenia na każdym stopniu awansu zawodowego” - pani Minister Anna Zalewska MEN, Toruń, 27 czerwca; następnie dopuszczenie przez panią Minister do próby uchylenia art. 30a z pominięciem ważnego etapu legislacyjnego) stają się wyrazem dążenia do budowania stanu nieprzejrzystości, braku czytelności i zachwiania powszechności w zakresie sposobu realizacji zadań edukacyjnych, co w konsekwencji będzie prowadziło do podważania obecnego modelu funkcjonowania władzy samorządowej.

Wydaje się, że najbardziej karygodną rzeczą o szczególnie wysokim stopniu hipokryzji jest w tym wszystkim posługiwanie się argumentacją nawiązującą do „dobra ucznia, rodzica, nauczyciela,…”. Brak w tym wszystkim elementarnej godności, aby móc mówić o jakimś godnym potępieniu… Takich rzeczy się nie potępia. To się zwalcza najpierw siłą stosownej argumentacji…

czwartek, 3 listopada 2016

Mit „Dobrej zmiany”


Mit „Dobrej zmiany” w oświacie to sposób myślenia, pojmowania i opisywania naszego polskiego kawałka świata. Nie jest on jakościowo odkrywczy i nie jest także wystarczająco przewidywalny, lecz jako skrajnie przewrotny, rewolucyjnie spójny oraz obezwładniająco ekspansywny – musi być traktowany poważnie. Chodzi tu o wymuszone wytworzenie, prymitywnymi metodami w zakresie łamania zasad legislacji, paraliżującego otoczenia prawnego – metodą balisty – jedyne co ocaleje, to tylko to, co jest miotane.

Wizja [1] – Nieuporządkowana logorea Pani poseł Marzeny Michałek (posiedzenie Sejmu w dniu 3 listopada; wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec Minister Edukacji Narodowej) - sofistyczny sojusz mas. Konsultacje społeczne, uzgodnienia, opinie, komentarze... A z perspektywy moich dociekań – to tylko kolejny trick „dobrej zmiany”, być może nawet przewidziany i niemal zaplanowany protest; choć przepełniony racjonalizmem i empirycznymi dowodami, ale masowo chyba niemy - do Pani Michałek nie dociera. I w jakże trudnej w odbiorze przestrzeni chęci czynienia protestu (kto przegląda ze zrozumieniem zasoby Rządowego Centrum Legislacji - Pani Michałek na pewno nie miała na to ani czasu, ani chęci...), przestrzeni z której wylewa się na zewnątrz w rytmie widmowego rapu wodospad:

zdezorientowania, obałamucenia, ogłupienia, nabrania, naciągania, ocyganienia, odrwienia, okantowania, okłamania, ołgania, omamienia, omotania, oszachrowania, oszkapienia, oszołomienia, oszukania, oszwabienia, otumanienia, pomylenia, skokietowania, skołowania, wykiwania, zbajerowania, zbałamucenia, zmamienia, zmylenia, zwiedzenia, chwiejności, hamletyzmu, niepewności, niezdecydowania, rozdarcia, rozterki, wahania, zagubienia, bezładu, chaosu, miszmaszu, niechlujstwa, niedokładności, niefachowości, niejasności, niekonsekwencji, nieładu, nieporządku, nieskładności, niespójności, nieuporządkowania, niewiedzy, niezborności, pogmatwania, rozgardiaszu, zamętu, zamieszania, bałaganu, fermentu, ferworu, mętliku, niepokoju, zaplątania, rwetesu, szumu, wzburzenia, osłupienia, szoku, wstrząsu, zadziwienia, zaskoczenia, zdębienia, zdrętwienia, zdumienia, zdziwienia, zmieszania, mętu i przysłowiowego grochu z kapustą. 

Nie znajduję w fizycznej przestrzeni siły zdolnej do wytłumaczenia Pani Michałek, Pani Zalewskiej, Pani Szydło,..., że to nie jest tylko sofistyczny sojusz mas.

Wizja [2] – Uporządkowana wypowiedź Pana posła Rafała Grupińskiego (posiedzenie Sejmu w dniu 3 listopada; wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec Minister Edukacji Narodowej). Ale, co wyżej „wylane” Dyktatorzy „dobrej zmiany”, jako efekt społecznej debaty z niewzruszoną afirmacją, z bezwzględnym odsyłaniem w niemy niebyt wszelkich racji przeciwnych, spokojnie, konkretnie i uporządkowanie tu kierunkują i rekapitulują:

„Przez ostatnich kilka lat szkoła straciła swoją wychowawczą funkcję. W związku z tym kluczowe jest stworzenie spójnej i drożnej struktury organizacji szkół oraz wydłużenie okresu kształcenia i wychowania w jednej szkole, w tej samej grupie rówieśniczej.”
„Niezrealizowanie założeń reformy oraz niezadowalająca diagnoza obecnego stanu liceów ogólnokształcących i szkół zawodowych stanowią podstawę proponowanej nowej struktury szkół oraz zmian w podstawach programowych.”
„Zmiany ustroju szkolnego opisane w projekcie ustawy Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo oświatowe będą miały charakter ewolucyjny i rozpoczną się od roku szkolnego 2017/2018.”
„W projekcie ustawy zostały zaplanowane przepisy mające na celu ochronę miejsc pracy nauczycieli.”
„Reforma jest przeliczona, przedyskutowana i zaplanowana.”

To się chyba nazywa imperatywem zabójcy – najważniejszych wyborów dokonuje się szybko i z pominięciem wszelkich racjonalnych przesłanek. Mi jest zwyczajnie smutno...

sobota, 29 października 2016

Zmiana nastąpi!

Publikacja komunikatu MEN z 28 października: „Zakończył się etap konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych dotyczących projektów ustaw Prawo oświatowe oraz Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo oświatowe. Projekty skierowane zostały dziś do rozpatrzenia przez Stały Komitet Rady Ministrów.”

W porównaniu do projektu z 16 września pojawiło się sporo zmian. Pierwsze nowe spostrzeżenie dotyczy pojawienia się przepisów, które będą konfliktować różne środowiska, w szczególności środowisko nauczycielskie z jednostkami samorządu terytorialnego. W jednej z interesujących mnie tematyk: w nowym projekcie ustawy „Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo oświatowe” w zakresie analizy wydatków na wynagrodzenia nauczycieli projektuje się w art. 4 pkt 8) w powiązaniu z art. 4 pkt 7) zmianę w ustawie Karta Nauczyciela: „uchyla się art. 30a i art. 30b”.

W odniesieniu do wskazanej projektowanej zmiany w uzasadnieniu stwierdza się: „Proponuje się zmiany w zakresie ustalania przez organy prowadzące szkoły będące jednostkami samorządu terytorialnego, regulaminów wynagradzania nauczycieli, polegające na corocznym wydawaniu tych regulaminów. Regulaminy te będą obowiązywały od dnia 1 stycznia do 31 grudnia i będą uzgadniane ze związkami zawodowymi zrzeszającymi nauczycieli. Regulaminy z poprzedniego roku będą mogły obowiązywać maksymalnie przez dwa miesiące od dnia ogłoszenia ustawy budżetowej. Jednocześnie uchyla się przepis art. 30a i 30b ustawy – Karta Nauczyciela dotyczący obowiązku dokonywania przez organy prowadzące corocznej analizy ponoszonych wydatków na wynagrodzenia dla nauczycieli oraz możliwości dokonania przez regionalne izby obrachunkowe kontroli wysokości średnich wynagrodzeń nauczycieli.”

Czyli nie uzasadnia się w żaden sposób uchylenia art. 30a i art. 30b w ustawie Karta Nauczyciela. Czyni się „ukłon” w stronę jednostek samorządu terytorialnego; …i taki zamiar jest oczekiwany, i jest Ok, i gdybym był samorządowcem (a mam ich wśród znajomych i przyjaciół), to umiałbym teraz wyrazić stan zadowolenia z takiego zamiaru – jeżeli rzecz się wypełni – już nie trzeba będzie dokonywać sprawdzenia, czy wynagrodzenia nauczycieli osiągają „średnie wynagrodzenia” w rozumieniu art. 30 ust. 3 Karty Nauczyciela; nie trzeba będzie wyliczać i wypłacać ewentualnych jednorazowych dodatków uzupełniających… Czyli tymi, którzy mogą stracić konkretne złotówki będą nauczyciele (nie tylko z gimnazjów – lecz ze wszystkich szkół i placówek oświatowych, dla których organem prowadzącym jest jednostka samorządu terytorialnego) – …i gdybym był nauczycielem (a mam ich wśród znajomych i przyjaciół), to mój stan irytacji (delikatnie napisane) przekroczył by teraz granice możliwości ujęcia go w dające się w odbiorze zaakceptować słowa.

Czy mam może rozważać, po stronie których przyjaciół i znajomych mi teraz stanąć należy? Czy dam się uwieść takiej wymowie projektowanych zmian?

Celny strzał (a jest takich w nowym projekcie jeszcze kilka). „Reforma jest przeliczona, przedyskutowana i zaplanowana. Przy projektowaniu zmian przewidzieliśmy finansowanie zwiększonych wydatków samorządów związanych z reformą.” – pisze MEN w komunikacie z 28 października w części zatytułowanej „Finansowanie reformy”. Czyli „przeliczono, przedyskutowano i zaplanowano” finansowanie także kosztem nauczycielskich pensji.

Nauczyciele raczej nie czują tego, o co chodzi w analizie wydatków na wynagrodzenia nauczycieli i postrzegają konsekwencje tejże analizy jako coś na kształt „czternastki” – mocno do takiego postrzegania przyczyniły się media. Art. 30a ustawy KN oraz właściwe przepisy wykonawcze są skrajnym przykładem legislacyjnej nieudolności i niekompetencji poprzedników obecnego władztwa MEN – stopień komplikacji, uznaniowości i braku precyzji zawarty w tych przepisach przekracza swą wyjątkowością osiągnięcia polskiej legislacji w tych zakresach. I z tej perspektywy propozycja uchylenia art. 30a i 30b może i powinna być opisywana jako „słuszny kierunek” i „dobra zmiana”.

Ale…

…w sentencji wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 16 lipca 2013 roku (K 13/10) stwierdza się: „art. 30a ustawy Karta Nauczyciela jest zgodny z art. 167 ust. 1 i 4 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej […].” A z uzasadnienia faktycznego i prawnego tego wyroku można wynosić, że likwidacja art. 30a ustawy KN stanie się możliwa chyba dopiero wraz z likwidacją Karty Nauczyciela. Jeśli zatem pojawienie się art. 30a ustawy KN zawyrokowano jako zgodne z Konstytucją, to projektowane obecnie uchylenie staje w sprzeczności z Konstytucją (…tego nie da się uzasadnić – zatem i zrozumiałym się staje brak jakiegokolwiek uzasadnienia w tym zakresie…).

Napiszę tak: …partactwo i dyletanctwo tych, którzy doprowadzili do zaistnienia stanu prawnego wynikającego z art. 30a ustawy KN cechującego się wskazanym wyżej stopniem komplikacji, uznaniowości i braku precyzji – daje się ostatecznie ogarnąć i opanować dzięki w szczególności interwencji Trybunału Konstytucyjnego; myślę, że normalny, pozostający przy zdrowych zmysłach obywatel, nauczyciel, samorządowiec, rodzic – nie jest w stanie ogarnąć dewastacji jaką obecnie nam się projektuje w szczególności w oświacie (a opisywany wyżej przykład jest także bardzo wymownym na dewastację znaczenia Trybunału Konstytucyjnego); myślę, że „Projektanci” zdają sobie doskonale sprawę z powszechnej niemocy ogarnięcia „Projektowanego Zamiaru”, który w swej istocie prowadzi do realizacji li tylko wysoce zdeterminowanych i trącących fanatyzmem celów politycznych; …i dlatego myślę, że zamiar się powiedzie.

Zmiana nastąpi! Możliwe, że czegoś nie pojmuję. „Dyskutujmy o zmianach. Nie będziemy dyskutować o tym, po co te zmiany”. „…opinie ze strony 13 ministrów oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Rządowego Centrum Legislacji; 90 opinii od partnerów społecznych, w tym przede wszystkim od nauczycieli, rodziców oraz uczniów; 17 opinii od organów i instytucji państwowych; ponad 2400 komentarzy od obywateli…” – zapoznałem się z projektami (także z tymi najnowszymi); zapoznałem się z opiniami ministerstw i partnerów społecznych (lektura iście katorżnicza; być może zmarnowałem czas): „ujmująca autocenzura czynionych osądów; symboliczna delikatność czynionych ocen; apokaliptyczna niemal w wymowie, ale ostatecznie poddańcza akceptacja czynionych zamiarów; dogmatyczna tolerancja obecności w życiu publicznym Dyktatorów Dobrej Zmiany…” – przeciw – konsekwentnej zapowiedzi zmiany i markowania na oszałamiającą skalę działań potwierdzających słuszność zamiarów; do tego doskonała strategia – wcześniej absurdów i ochłapów, teraz wzbogacona o smaczne kąski dla jednych będące jadem dla drugich. Nie trudno wywnioskować efekt końcowy. Coraz bardziej pojmuję dostrzegalną i przytłaczającą pewność siebie po stronie Wodzirejów.

Pojawienie się wyżej wątku związanego z Trybunałem Konstytucyjnym tylko dodatkowo uprawnia do ponownego zacytowania dwóch następujących podsumowań opisywanych wyżej szczegółowych kwestii ukazanych w tle ogółu projektowanych zmian:
…w chwili wystarczająco niepowściągliwej emocji onegdaj napisałem: „Każdy, kto choćby odrobinę czuje język tu użyty […], wie, że […] w ramach dopuszczalnego tu poziomu użyto określeń skrajnych, będących odpowiednikiem najbardziej emocjonalnie i intelektualnie wymownych i jednoznacznych epitetów, będących wyrazem przygnębiającej żenady i zajmującego zirytowania propozycją zaistnienia stanu prawnego charakterystycznego dla wyobrażenia przemarszu barbarzyńskiej hordy przez i tak już dostatecznie zrujnowane partactwem i dyletanctwem obszary.”
…albo prościej cytując klasyka: „Głupie władze nie informują głupiego społeczeństwa o swoich głupich zamiarach albo tak informują, jakbyśmy byli niedorozwinięci.” (Marcin Król, „Spacerownik po demokracji. Szatański sojusz mas z idiotami”, 13.08.2016, Gazeta Wyborcza, Magazyn Świąteczny).
…a jeszcze trochę widoczne na dołączonym obrazku, wiodące hasło „dobrej zmiany” staje się pomału już i coraz mnie widoczne…

poniedziałek, 3 października 2016

Potrzeba buntu

Byłem dziś uczestnikiem wciągających sporów. Przedmiotem sporów były projektowane zmiany w oświacie – ta tematyka jakoś tak chwilowo mnie dopadła i zaborczo opanowała. 

Z jednej strony autentyczne przeświadczenie w sporze o słuszności zapowiedzi zmiany, które jednak nie opiera się o wystarczająco racjonalne fakty i przez to bardziej przypomina wiarę w nieuchronność tego, co się przecież – jak brzmi zapowiedź – wydarzyć musi. Z drugiej strony rodząca się w reakcji na tę wiarę pilna potrzeba buntu, potrzeba tym silniejsza im bardziej zderza się z tą właśnie wiarą. Żywię przekonanie, że w demokracji trzeba się umieć buntować. I to zawsze.

Zatem wiara w co? Wiara w to, czego jeszcze nie ma, a co jeśli będzie, to wyznawcy tej wiary zanim jeszcze się wypełni już w przytłaczająco zaborczy sposób ogłaszają lepszym od tego, co jest. Potrzeba buntu? To, co jest, jest lepsze od tego, czego nie ma, właśnie dlatego, że po prostu jest. Jeśli zaistnieje w miejsce tego, co jest, to, czego jeszcze nie ma, to oczywiście stanie się to kosztem tego, co jest. Czy ów koszt równoważą przynajmniej zapowiadane dobrodziejstwa wiary? Jeśli li tylko równoważą, to po co ta zmiana. Jeśli przewyższają, to w którym miejscu dostępnych projektów można to dostrzec?

Odpowiedź brzmi – Nie, koszty zmiany nawet nie są równoważone. Najprostszym na to dowodem jest całkowite abstrahowanie od źródeł finansowania zmiany połączone z enigmatyczną zapowiedzią: „to za kilka lat”. Prośba o wskazanie podstaw, w zakresie zaplanowanych regulacji, możliwości policzenia kosztów, po stronie adresata takiej prośby kończy się porażką. Prośba o wskazanie podstaw, w zakresie zaplanowanych regulacji, możliwości wypełnienia się dobrodziejstw (w żaden racjonalny sposób niedookreślonych) – kończy się porażką. Co więc zawierają zaplanowane regulacje? Zawierają jedynie rzetelny opis sprawnej likwidacji tego, co jest. Dodatkowo likwidacja jest poprzedzona zapowiedzią, że nastąpić musi.

I wiara w to jest tak wszechogarniająca, że wychodzi na to, że owa likwidacja nastąpi.

Potrzeba buntu jest obywatelską cnotą. To dyspozycja, co do której zakłada się, że nie ma jej w tym, co jest likwidowane. Dyspozycji tej nie ma się z przyrodzenia. Można jej się jedynie nauczyć. Dlatego zmiana musi nastąpić szybko – aby brakło czasu na naukę potrzeby buntu (iście szatański trik). Przeciw cnocie staje temperament i namiętność. Cnota okraszona temperamentem i namiętnością to przejaw mądrości. Temperament i namiętność bez cnoty to przejaw bytów mądrości przeciwnych. Dalej nie do pominięcia są roztropność i umiar, które przejawiają się w zdrowym rozsądku.

Co nakazuje zdrowy rozsądek? Nakazuje nie marnować tego, co jest. Nakazuje ulepszać i udoskonalać, czynić to, co jest – lepszym. Nakazuje także zmieniać, ale nie wedle miar wiarą deklarowanych, lecz wedle tego, co zdrowy rozsądek, roztropność i umiar w mozole czasu wypracują.

Wychodzi na to, że jestem konserwatystą (chciałbym myśleć, że rozsądnym, roztropnym i z umiarem, ale w sporze z cnót tych mnie obdarto), a Ci, którzy byli ze mną w sporze, to nierozsądni, nieroztropni i nieumiarkowani rewolucjoniści (zapierający się absolutnie swych rewolucyjnych zapędów). Po mojej stronie jest potrzeba racjonalnego buntu, po ich stronie nieuchronna i niczym niemiarkowana wiara.

Tu się powołam na Autorytety w dziedzinie pojmowania tych kwestii (M. Król, „Pora na demokrację”). „Roztropność jest cnotą umiarkowanie konserwatywną. Skłania nas bowiem do tego, byśmy rozważając jakąkolwiek zmianę, wiedzieli, po pierwsze, dlaczego zmieniamy, i po drugie, na co zmieniamy. Zmiany czynione dla zmian to rewolucyjna zasada.” 

A stosowanie zasad rewolucyjnych zawsze prowadzi do wymiany kadr. Wymiana kadr to zastępowanie doświadczonego niedoświadczonym. Kiedy czytam liczne głosy za „dobrą zmianą” w oświacie – dominują tam takie wątki: „…dlaczego np. dyrektorzy nie chcą zmian…, …bo ich wymiecie z posad…”; „…dlaczego nauczyciele milczą…, …bo nie pojmują potrzeby buntu…”; „…dlaczego rodzice nic nie czynią…, …bo są w sojuszu z wiarą…”. Ależ oczywiście, że tak się stanie: dyrektorów wymiecie, nauczyciele pozostaną w milczeniu a rodzice w „sojuszu”. Tu właśnie roztropność nakazuje to, aby nie spodziewać się zbyt wiele od współobywateli, którzy szatańsko i rewolucyjnie stymulowani są żądni zmian i wymiany, ale najlepiej to aby istoty zmiany i wymiany raczej nie pojmowali (tu się tłumaczę z określenia „szatański sojusz mas ze stultus maiestate”).

Nie należysz do mas i nie pragniesz być „stultus” – przegrywasz. Ale na pewno możesz liczyć na umiar w traktowaniu przegranego. Umiar w traktowaniu przegranego jest cnotą. I oto paradoks: skoro zmarnowanie tego, co jest, jest cnocie przeciwne, to z godnością potraktować należy tych, którzy przegrają. A że przegrają wszyscy, tym większa godność z przegranej. A wielka godność, to wielka cnota.

I tak oto entuzjazm manifestowanej wiary w „dobrą zmianę” w oświacie stawiać musi cnotliwego obywatela w sytuacji koniecznego wyboru. Dla jednych (z nadmiarem temperamentu i namiętności) może być to wybór tak dramatyczny, że aż prosty; dla drugich (z nadmiarem zdrowego rozsądku) tak banalny, że aż prosty. To manifestowana nieroztropnie, nieumiarkowanie i nierozsądnie wiara w „dobrą zmianę” musi rodzić potrzebę buntu, potrzebę protestu i manifestowania domagania się rzetelnego uzasadnienia tej zmiany, uzasadnienia tak głupio i dramatycznie najbardziej potrzebnego samemu zmieniającemu.